Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadżet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gadżet. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

Stare, a nowe buty. Puma Faas 500 v2

W moich starych Pumach pyknęło już 1100 km, a moje kolana od jakiegoś czasu zaczynały to czuć. Zmiana była nieunikniona...
Butów biegowych na rynku jest mnóstwo, a mężczyźni wybór mają jeszcze większy niż kobiety ;).

Rozważałam kilka modeli, aż w końcu zdecydowałam, mimo wcześniejszego zaklinania - nigdy więcej białych butów, kupiłam ponownie Pumę Faas 500 v2. 


piątek, 6 czerwca 2014

Nowe zabawki! Garmin 220 pierwszy zegarek biegacza :D

Tak, cięszę się jak dziecko :), które dostało wymarzony prezent.


Do tej pory biegałam z telefonem, który ostatnio trochę sie buntował :). Teraz mam nowego przyjaciela w drodzę do kolejnego maratonu! Mam nadzieję, że średnia z pierwszego treningu to zapowiedź tej na maratonie we wrześniu ;).


Na razie jestem tak zachwycona, że nie potrafię opowiedzieć nic obiektywnie, ale po jakimś czasie na pewno postaram się coś więcej o nim napisać.

Niedawno skończyłam biegać, a jeszcze raz bym pohasała :D

wtorek, 4 marca 2014

Sportowe ciuchy

Moja szuflada z ubraniami do biegania pęka w szwach!  Sporo w niej koszulek z zawodów, mam też specjalne ciuchy termiczne na zimę, lekkie spodenki na lato czy ciepłe oddychające bluzy. 

Kiedy brałam pierwszy raz udział w zawodach - Biegu Niepodległości, biegałam w bawełnianych spodniach dresowych, bawełnianych koszulkach i kurtce do biegania zakupionej w sklepie specjalizującym się w kawie :). Na biegu w pakiecie startowym była również koszulka bawełniana, która po zawodach doskonale służy mi jako piżama. Nie był to dla mnie żadnym problemem.



piątek, 21 lutego 2014

Takie ładne buty biegowe

Z radością obserwuję nowe modele butów biegowych pojawiających się na półkach sklepowych. Można wybierać spośród setek modelów przeznaczonych na różne warunki terenu, różniące się systemami stabilizacji, amortyzacji, dynamiką, oraz co bardzo ważne wagą, która z biegiem czasu maleje i maleje. Buty też są coraz ładniejsze, dostępne w szerszej gamie kolorystycznej... Może to kobieca próżność, (wciąż nie do końca rozumiana przez sprzedawców), ale cieszy mnie to niezmiernie, ponieważ planując spędzić z  nimi przynajmniej 1000-1200 km i chciałabym, aby umilały mi ten czas swoim wyglądem ;). Jestem fanką stylistyki NIKE, ich buty najczęściej wcale nie przypominają tych biegowych i bez problemu, można spotkać je w lifestyle-owym użyciu.



Kiedy pierwszy raz kupowałam buty biegowe nie miałam pojęcia na co zwrócić uwagę, buty miały być do biegania, miały być wygodne ,w miarę ładne i dość tanie (raczej nie wiązałam z bieganiem swojej przyszłości). Mimo, że był to 2010 rok niewiele w sklepach było modeli butów biegowych, a sklepów dla biegaczy również nie było zbyt wiele.

Wybór padł na  Adidas Duramo TR M. Docieraliśmy się dość długo, biegałam w nich zrywami, odstawiając na wiele miesięcy na ciemną półkę. Trochę ocierały mi zapiętkę czy wewnętrzną część stopy, jednak zmiana skarpetek oraz narastająca liczba kilometrów spędzonych razem, pomogła mi się z nimi dogadać.
To w nich ukończyłam mój pierwszy półmaraton, a otarcia na małych palcach, które były skutkiem tych zawodów, powodowane były zmęczeniem materiału. Także ich towarzystwo musiałam zastąpić innym, bardziej nowoczesnym modelem.

Tym razem wybór padł na Pumę Faas 500v2. Buty są idealne do krótkich treningów, są bardzo lekkie, dzięki temu dobrze sprawdzają się przy szybkich treningach tempowych. Niestety w moim przypadku dystans półmaratonu to maksimum. Po ponad 20 km zaczynają być niekompatybilne z moim długim palcem u stopy i tak podczas przygotowań do maratonu straciłam jeden paznokieć (może większy rozmiar załatwiłby sprawę, jednak mogłoby być to mniej wygodne przy krótszych treningach). Pumy to bardzo miejskie buty, bieżnik mają mały dlatego na leśnych ścieżkach trudniej w nich złapać przyczepność. Ale tak naprawdę uwielbiam w nich biegać! A jedyną ich wadą jest kolor. Gdy je kupowałam były naprawdę białe, podświadome wiedziałam, że ich przyszłość nie jawi się w tak jasnych barwach. Już po pierwszym treningu biel straciła swój blask, a proces ten mimo moich starań pogłębiał się dramatycznie. Obecnie Puma oferuje ten model w kolorze fioletowym i czerwono-różowym...

Obolały palec zmotywował mnie to do zakupu kolejnych butów - tym razem Adidas Response Cushion 22, które miały mi pomóc przy długich wybieganiach przygotowujących do maratonu. Długo przyzwyczajałam się do nich. Nie były już tak wygodne i lekkie jak Pumy, jednak pozwalały moim stopom w miarę komfortowych warunkach kończyć długie dystanse. W nich też ukończyłam maraton - mój pierwszy, na pewno nie ostatni! Nie obyło się niestety bez odcisków, w przyszłości koniecznie pół numeru większe na maraton!
Buty doskonale spisały się zimą, nie ślizgały się mocno, a stopom zapewniały ochronę i stabilność.

W tym roku planuję zakup kolejnej pary, tym razem pod kątem przygotowań do jesiennego maratonu. Mam jeszcze mały zapas kilometrowy więc ze spokojem śledzę nowości oferowane przez producentów. Kuszą mnie Pegasusy, które odrzuciłam wybierając ostatnie Adidasy, oraz Asicsy, markę którą utożsamiam z bardziej zaawansowanym bieganiem, mogłabym kupić też Pumy, ale te kolory nie do końca trafiają w mój gust...

A wiecie, że pierwsze buty biegowe powstały w 1895 roku - zostały zaprojektowane w Wielkiej Brytanii przez J.W. Foster and Sons - później znaną jako firma Reebok. W stanach też nie próżnowali, New Balance to również marka z długą tradycją - powstała w 1906 roku.  Gebrüder Dassler Schuhfabrik (Niemcy) powstało w 1924 roku, a później w wyniku konfliktów rodzinnych rozdzieliło się w 1948 roku Puma oraz Adidasa. W Japonii Asics rozpoczął działalność w 1949 roku, najpierw jako Onitsuka Co. Ltd , aby w 1977 roku w wyniku fuzji z innymi firmami. Zaskakująco Nike (USA) jest dość młodą marką, pierwsze swoje buty biegowe wypuścił w 1971.

Poniżej ciekawa historia butów biegowych i nie tylko znaleziona na blogu


piątek, 17 stycznia 2014

Jeszcze kilka kroków. Jak oderwać się z kanapy

Prawda jest taka, większość czasu siedzimy na tyłku. W pracy, w domu, na spotkaniach z przyjaciółmi, jedząc posiłki, podróżując samochodem...

Jeśli do pracy dojeżdżamy samochodem, komuniakcją miejską, a nasza praca jest siedząca, w konsekwencji nasza aktywność jest zaskakująco niska! Zima też niestety nie zachęca do długich spacerów na świeżym powietrzu.

Zawsze wydawało mi się, że ruszam się dużo, a jednak szybko musiałam zrewidować te założenia, gdy na początku listopada 2013 zaczęłam używać Jawbone UP.



Jawbone to wielofunkcyjne urządzenie, które pozwala na monitorowanie naszej aktywności w ciągu dnia i nocy. Nie jest to zwykły krokomierz, to urządzenie, które obserwując Twój rytm dnia informuje Cię o przebytym dystansie, ilości spalonych kalorii, czasie w którym przebywasz w bezruchu, długości i jakości snu.

 

Bransoletka za pomocą gniazda jack (gniazdo słuchawkowe) łączy się ze smartfonem (przydałaby się łączność bluetooth). Dane naszej aktywności są dostepne po synchronizacji urządzenia z telefonem.
Na początku trzeba zainstalować aplikacjię -wpisujesz podstawowe dane o sobie: waga, wzrost, płeć oraz deklarujesz ilość kroków jaką chcesz pokonać w ciągu dnia, a także czas snu. Aplikacja rekomenduje 10000 kroków w ciągu dnia oraz 8 godzin snu.



   

 
Po pierwszych tygodniach byłam zaskoczona swoją aktywnością w czasie godziny pracy. W ciągu 8 godzin w biurze robię średnio 1000-2000 kroków! Zdecydowanie za mało
Przyjemną funkcją jest możliwość ustawienia "alarmu", który informuję o godzinnej bezczynności (która motywuje do wstania zza biurka). 

Bransoletka umożliwia również dodawanie dodatkowych treningów, takich jak bieganie (informuje o ilości kroków, tempie - średnio dokładnie, ilości kalorii), chodzenie, stacjonarny rowerek, joga... Kalorie te są sumowane w dziennym bilansie energetycznym.

 

Spanie to oddzielna sprawa, na początku obecność bransoletki na nadgarstku podczas snu bardzo mi przeszkadzała, jednak po jakimś czasie się przyzwyczaiłam.
Przed snem trzeba pamiętać, żeby przełączyć urządzenie w tryb snu, inaczej nie będzie zbierał danych. Aplikacja pokazuje długość snu, czas lekkiego i głębokiego snu, ile razy budzisz się w nocy...

Można też przeglądać statystyki, dzienne, tygodniowe miesięcznie - stawiać sobie wyzwania a potem je pokonywać :)


J UP codziennie komunikuje się z użytkownikiem krótkimi notatkami, motywacją, podsumowaniem wyników, ciekawostkami. Można też oceniać swój nastrój :).

 

J UP można używać również jako dzienniczek kalorii, które zjadasz w ciągu dnia. Tej opcji nie używałam, wymaga chyba za dużo pracy... ale dla chcącego nic trudnego.


Jawbone zakłada się na nadgarstek, (dostępny jest w 3 rozmiarach i kilku kolorach). Ładuje się ją raz na 9-10 dni, poprzez  port usb. Czas ładowania to około 30 minut.

Aplikacja jest przyjemnie zaprojektowana graficznie i funkcjonalnie. Dla mnie jest fajnym urządzeniem motywującym. Wyświetlacz pokazujący 5-6 tys. kroków motywuje do wyjścia na spacer, czy do domowych porządków. 
Cena jest dość wysoka, a podobnych produktów na rynku pojawia się coraz więcej. Miejmy więc nadzieję, że producenci zwrócą na to uwagę.