Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogoda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

Kolory jesieni

Jesień to moja ulubiona pora roku. Mimo, że pierwsze jej sygnały zwiastują wiele wcale nie miło witanych zmian. Dni stają się coraz krótsze, z głębi szaf trzeba wyciągać ciepłe, gryzące swetry, na straganach pojawia się znacznie mniej warzyw i owoców, a ich ceny zdecydowanie rosną. 



Przy bieganiu też zachodzą zmiany. Krótkie spodenki kończą sezon, za to coraz częściej pojawia się buff, kolorowe leginsy i dłuższe skarpetki... ale wszystkie te niedogodności rekompensuje mi bajkowa sceneria jesieni.



Uwielbiam te kolory, dające tyle spokoju i ciepła. 
Uwielbiam obsypane liśćmi chodniki, na których mogę psotnie rozrzucać liście. 


Uwielbiam zapach wilgotnej ziemi, unoszący się w lasach. 
Uwielbiam mgliste poranki, w których moje miasto znika. 


Uwielbiam wiatr, który rozwiewa moje włosy, wplątując w nie malutkie kolorowe liście. 
Uwielbiam świeżo zerwane z drzew dojrzałe jabłka.


Po prostu uwielbiam jesień, szkoda tylko, że ta najpiękniejsza, trwa tak krótko...


piątek, 13 czerwca 2014

Reorganizację dnia biegacza!

Nie lubię upałów! Zdecydowanie chętniej idę biegać przy temperaturze -5 niż przy +25.
Co prawda warstw jest trochę lżej, bo warstw odzieży mam na sobie mniej, ale nie chroni już ona przed warunkami atmosferycznymi.

I tak mamy już chyba lato... cieszę się bardzo, ale ma to też swoje minusy - zostaję zmuszona do biegania w nowych przedziałach czasowych...
Do tej pory najchętniej biegałam po pracy - wszystko zorganizowane było dość dobrze. Powrót z pracy z nastawianiem się na trening, a po treningu regeneracyjna - obiadokolacja, aby poskromić mój wielki pobiegowy apetyt :).


Teraz aby choć trochę uciec przed słońcem trzeba będzie biegać rano albo wieczorem...
Wielu biegaczy uwielbia poranne bieganie... bardzo chciałabym do nich również należeć. Poranne bieganie ma tak wiele plusów, ale mój zmysł nocnej sowy zdecydowanie nie pozwala mi na wyjście z wygodnego łóżka przed 7 rano... Planowałam w tym roku nad tym trochę popracować. Może w końcu się uda :).

Bieganie wieczorem lubię bardzo! Miasto już ochłonęło po ciężkim dniu i rozbłyska kolorami nocy...
Temperatura powietrza spada w tempie rozgrzewania się organizmu i łapiemy wspólnie balans.
Jednak często późnym wieczorem nie mam siły na jakiś mocniejszy trening, a czasu na dłuższy.. bo jeszcze jakiś posiłek regeneracyjny, jeszcze jakieś rozciąganie kąpiel, a na koniec endorfiny biegowe nie pozwalają zasnąć :D.
Chyba czas wybrać się na treningi z Night Runnersami :) oni wiedzą jak biegać przy świetle księżyca ;)



Takie dylematy biegacz amator ma w lato ;).


niedziela, 23 lutego 2014

Pierwsze znaki wiosny i spokój ducha


Za oknem zima przypomina bardziej wczesną wiosnę, albo późną bardzo sympatyczną jesień. Żal mi trochę tego mrozu szczypiącego w nos, malującego kwieciste wzory w oknach starych domów... Trochę żal wypadów w góry na narty, które już w tym roku nie dojdą do skutku.
Z niecierpliwością jednak wypatruję już pierwszych znaków wiosny. Krótki czas przedwiośnia przeznaczam na odpoczynek, czas treningów mogę wykorzystać teraz na spacery, podczas których mijający mnie biegacze powodują ukucie zazdrości...


Odrzucam od siebie te myśli wiedząc, że czas szybko mija i rozglądam się za innymi radościami, które można wypatrzeć nawet w środku miasta. Szukam więc pierwszych oznak wiosny - bazi na drzewach, przebiśniegów, pierwiosnków czy krokusów... 


Rozglądam się za innymi towarzyszami spacerów, którzy też niecierpliwie czekają na wiosnę. Staram się uspokoić głowę, zrewidować plany i oczekiwania na 2014 rok.
      


...i tak po prostu, zwyczajnie się cieszę.


czwartek, 30 stycznia 2014

Krem na zimę

W zimę oprócz cebulki na ciele, warto też zainwestować w warstwę ochronną odsłoniętych części ciała.
Pewnie każdy z ma w swojej historii popękaną od zimna skórę na dłoniach, ustach czy policzkach.
Duże zmiany temperatury powietrza również mogą wpływać niekorzystnie na naszą skórę, powodując łuszczenie, swędzenie czy zaczerwienienie.
Nie ma co już wspominać o silnych wiatrach czy intensywnym w mroźne dni Słońcu (choć to akurat jest bardzo przyjemne).

Jaki krem wybrać?
Na zimę koniecznie należy wybrać krem tłusty - standardową emulsję W/O.
Można też nałożyć warstwę tzw. "kremu bez wody". Jest to najwygodniejsze, jednak w przypadku osób które mają jakieś problemu z cerą raczej nie zalecane. Duże ilości parafiny, wazeliny, a nie rzadko też talku mogą zapychać pory skóry. Jeśli już polecam bardziej woski/kremy na bazie masła shea (Butyrospermum parki) - oprócz własności natłuszczających, chroni również skórę przeciwko promieniowaniu UV.


Jak rozszyfrować, że krem jest tłusty? Najczęściej producent umieszcza taką informację na opakowaniu. Jeśli jednak nie, warto przyjrzeć się składowi INCI. Jeśli znajduje się tam Magnesium Stearate/Zinc Stearate lub Magnesium Sulfate/Zinc Sulfate na 100% mamy do czynienia z kremem tłustym. 
Kremy te są dużo bardziej błyszczące, bardziej "treściwe" oraz z reguły dużo bielsze niż standardowa emulsja O/W.
Warto wybrać krem deklarowany przez producenta do naszego typu cery. Producent z reguły stara się tak dobrać składniki (emolienty, emulgatory, aktywne), aby zapewnić nam maksimum bezpieczeństwa i skuteczność działania. Nie musimy się więc już o to martwić.

Bardzo ważne w kremach na zimę są też filtry. Polecam szczególnie te z filtrami fizycznymi takimi jak Zinc Oxide czy Titanium Dioxide. Odbijają one promieniowanie słoneczne, a jednocześnie nie zaburzają procesów powstawania witaminy D (tylko w bardzo słoneczne dni). Filtry chemiczne (m.in. Ethylhexyl Methoxycinnamate, Octocrylene, Butyl Methoxydibenzoylmethane) blokują powstawanie witaminy D, dodatkowo wpływają negatywnie na własności sensoryczne kremu (czyli łatwość w rozsmarowywaniu, klejenie, tłustość).

Po nałożeniu kremu należy odczekać około 15 minut do odparowania wody zawartej w kremie. 
Warto używać tłustego kremu przy dużych mrozach jeśli wybieramy się na dłuższy spacer, trening na świeżym powietrzu lub rodzinną zabawę. Moża go również stosować pod rękawiczki, jako dodatkowa ochrona.


wtorek, 21 stycznia 2014

Sposób na przetrwanie zimy

W środę gdy pojawił się śnieg ogarnął mnie wielki entuzjazm...
Biały puch przykrył wszytko co było szare, brzydkie i brudne. Parki i drzewa wyglądały magicznie.
Śnieg pod stopami skrzypiał tak radośnie! Radość dawały zarówno ciężkie treningi na świeżym śniegu, jak również widoki bałwanów, dzieci szalejących na sankach...




Jednak po tygodniu zimy, entuzjazm ustępuje miejsca zmęczeniu... Piękna zima szybko pokazała pazurki. Temperatura spadła, pojawił się silny wiatr, sypiący zmrożony śnieg w twarz i do tego zamarzający deszcz tworzący szklankę na chodnikach. Bieganie w takiej zimie, bywa trudne, niebezpieczne i mało przyjemne. 
W takich chwilach wiele osób szczerze deklaruje niechęć do zimy... trudno nie przyznać im racji, gdy zamiast pokazywać swojego pięknego oblicza, zima  trochę się nad nami znęca.

Przecież, można spróbować spojrzeć na to z innej strony. Zima to niesamowity trening naszej głowy, naszego charakteru. Portale biegowe motywują ostatnio hasłem - "nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery"... na pewno dla większości biegaczy jest to doskonały motywator bo jak to ja, ja mam słaby charakter... 
Nie zgadzam się z tym, że nie ma złej pogody, bo niestety jest - jest to ta pogoda, która zabiera Ci radość z uprawiania sportu na świeżym powietrzu. Oczywiście nie ma ściśle określonych barier i przedziałów temperatury, siły wiatru czy intensywności opadów. Wszystko siedzi w głowie... I tu zaczyna się właśnie ta siła charakteru.
Bo jak to napisał Haruki Murakami "chodzi o to, żeby radość, jaką odczuwam na końcu każdego biegu, przetrwała do dnia następnego". Dlatego, czasem nie warto robić nic na siłę jeśli bardzo, bardzo się czegoś nie chce. W ciężkie dni warto dać sobie chwilę treningowego wytchnienia, żeby zatęsknić za tą radością...
W dni kiedy nam się nie chce, a planowaliśmy ... warto spróbować się zmusić, żeby założyć te buty biegowe i wyjść na zewnątrz. Czasem potrzeba czasu, żeby się rozkręcić - zwykle daję sobie 20 minut - jeśli wciąż nie czuję przyjemności wracam - rzadko się to zdarza, jednak niestety może...

Warto wtedy poświęcić więcej czasu na inną formę przyjemności, można poćwiczyć formę w domu, na basenie, w saunie, pójść na jogę, popracować nad stabilizacją lub mocniej się porozciągać... można też przygotować coś rozgrzewającego, od środka... można nawet raz na jakiś czas powiedzieć sobie jutro... pamiętaj, że wszystko co robisz, rób dla siebie, z myślą o sobie, a nie tylko o numerkach...