Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radość. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2015

Symptomy wiosenne...

Wiosna to taka kapryśna pora roku.
Kusi nas ciepłymi promieniami słońca, które muskają twarz, a zaraz chłoszcze zimnym wiatrem po zbyt odsłonietych łydkach...

Po miesiącach szarości i pluchy wychodzą na powierzchnię krokusy, przebiśniegi, hiacynty... Kolory, które przez ostatnie miesiące widoczne były głównie na bilbordach i wystawach sklepowych wkraczają z wdziękiem do parków, na skwerki i trawniki.

niedziela, 28 grudnia 2014

Skrzypienie pod stopami

W śniegu najbardziej lubię ten moment, kiedy wychodzę na świeży śnieg, a on odpowiada mi cichym skrzypieniem. Choć z przyjemnością patrzę jak pada, wyobrażając sobie jak wygląda każdy płatek śniegu. Zima ze śniegiem jest zdecydowanie piękniejsza i bardziej przyjemna. Mimo, że trzeba odśnieżać chodniki, samochody, że się topi...


Jednak wystarczy wyjść do parku żeby zobaczyć dziesiątki uśmiechniętych ludzi, lepiących bałwana, walczących na śnieżki, czy zjeżdżających z górki na pazurki... Wtedy nawet dorośli stają się dziećmi.



A jak się po nim biega? To często faktycznie wyzwanie. Ale wtedy dobrze poszukać w sobie dziecka, trochę zwolnić, gdy chodnik jest śliski, przyspieszyć gdy tylko trasa na to pozwala. Wskoczenie w wysoki śnieg to zdecydowanie trening siłowy dla naszych nóg i ... dobra zabawa ;).
Pamiętajcie tylko, żeby przed takim treningiem wysmarować odsłonięte miejsca tłustym kremem, żeby nie wrócić do domu z popękaną skórą.


niedziela, 19 października 2014

Kolory jesieni

Jesień to moja ulubiona pora roku. Mimo, że pierwsze jej sygnały zwiastują wiele wcale nie miło witanych zmian. Dni stają się coraz krótsze, z głębi szaf trzeba wyciągać ciepłe, gryzące swetry, na straganach pojawia się znacznie mniej warzyw i owoców, a ich ceny zdecydowanie rosną. 



Przy bieganiu też zachodzą zmiany. Krótkie spodenki kończą sezon, za to coraz częściej pojawia się buff, kolorowe leginsy i dłuższe skarpetki... ale wszystkie te niedogodności rekompensuje mi bajkowa sceneria jesieni.



Uwielbiam te kolory, dające tyle spokoju i ciepła. 
Uwielbiam obsypane liśćmi chodniki, na których mogę psotnie rozrzucać liście. 


Uwielbiam zapach wilgotnej ziemi, unoszący się w lasach. 
Uwielbiam mgliste poranki, w których moje miasto znika. 


Uwielbiam wiatr, który rozwiewa moje włosy, wplątując w nie malutkie kolorowe liście. 
Uwielbiam świeżo zerwane z drzew dojrzałe jabłka.


Po prostu uwielbiam jesień, szkoda tylko, że ta najpiękniejsza, trwa tak krótko...


piątek, 17 października 2014

Życie po maratonie


Czuję się dziwnie.
Długie przygotowania do maratonu, marzenie o nim po nocach, planowanie rytmu dnia tak, aby znaleźć w nim czas na trening... a teraz czuję się rozdarta. Po tygodniowym wybiciu, przeziębieniu, natłoku spraw służbowych, wybiłam się z rytmu, który towarzyszył mi całe lato.


W planach mam jeszcze półmaraton w listopadzie, ale już wiem, że podejdę do niego już na luzie.
Biegnąc bez intensywnych przygotowań, nie myśląc o życiówce. Obecnie biegam tak długo jak moje ciało chce, bez napinania, bez planu, po prostu cieszę się chwilami jesiennego słońca w butach biegowych.

Mój organizm daje mi sygnały, że potrzebuje regeneracji. Staram się być dla niego dobra - jem dużo białka, witamin, piję świeże soki (z buraków i jabłek wciąż na topie ;).

hit tego roku hummus

Kolejny tydzień obiecuję sobie karnet na jogę, jednak obowiązki służbowe rzucają mnie po Polsce, więc odkładam to w czasie... na razie wciąż szukam motywacji na jogowanie w domu.

Na razie cieszę się tym stanem, ale nieśmiało czekam na kolejne wyzwania. 
Plany na przyszły rok wciąż się klarują, nic nie jest jeszcze postanowione. I mimo, że na mecie maratonu w to wątpiłam, coraz poważniej myślę o maratonie na wiosnę :)

środa, 1 października 2014

Metę na Narodowym! 36 Maraton Warszawski

Maraton biegnie się głową i nogami trochę też.
Człowiek przygotowuje się do niego kilometrami i miesiącami, śni o nim po nocach...
Głowę miałam naładowaną świetnie, nogi wydawałoby się, że też. Dlatego dzielnie wyruszyłam 28.09.2014 na linię startu.
Pierwsze kilometry były mieszanką ekscytacji, radości i ciągłego zerkania na zegarek czy nie biegnę za szybko. Emocje niosły mnie, więc oczywiście biegłam szybciej niż planowałam... eh błędy amatorów :).



wtorek, 2 września 2014

Sierpniowe przyjemności

W sierpniu biegłam po formę. Ilość przebiegniętych kilometrów w tym miesiącu zaczęła przypominać wyniki maratończyka. W sierpniu osiągnęłam rekord biegowy. W pogodę i niepogodę, przebiegłam w sumie 300 km. Niby to powinno sprawić, że spokojnie będę myśleć o maratonie, ale tak naprawdę nic nie jest pewne.


poniedziałek, 30 czerwca 2014

Czerwcowe przyjemności

W czerwcu biegałam w poszukiwaniu gwiazd, które sprytnie ukrywały się w promieniach słońca. Dni trwały bez końca i bardzo leniwie ustępowały nadchodzącej nocy. Mimo, że w tym roku czerwcowe dni były dość kapryśne to i tak nie dało się z nich nie cieszyć!

Po wieczornych treningach mogłam relaksować się na balkonie, popijając chłodne koktajle z takimi widokami nieba!

niedziela, 22 czerwca 2014

#100happydays! Done!

Wczoraj udało mi się zrobić dobić do dnia 100 w rywalizacji #100happydays!
Każdego dnia starałam się znaleźć coś wyjątkowego, banalnie prostego co dawało mi radość.
Czasem był to udany trening, czasem polne kwiaty, garść poziomek, pyszne śniadanie, odświeżający deszcz czy pierwsze znaki zmieniających się pór roku! 



Cieszyć można się ze wszystkiego, a każdego dnia można spojrzeć na swoje życie inaczej. Dla jednych poranna kawa może być początkiem pięknego dnia, a dla innych tylko rutynowym nawykiem... 
Co z tego, że pada? Przecież nie będzie padać wiecznie, a po deszczu powietrze jest tak świeże, tak pachnące!

Warto zadać sobie to pytanie jakim człowiekiem chce się być. Czy tym, który marudzi dziś, że jest już niedziela i jutro zaczyna się znów pracowity tydzień, czy tym który cieszy się tą chwilą w której właśnie jest!



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Majowe przyjemności

W maju biegałam po zielonych parkach. Łapczywie chłonełam urok wiosennych dni. Przyroda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Najpierw fioletowe bzy, białe pachnące kasztany, a później czerwone maki! I ciemniejąca wiosenna zieleń. Ach! biegało się naprawdę przyjemnie. 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Świętach

Święta Wielkanocne dla biegacza tym różnią się od świąt Bożego Narodzenia tym, że dużo łatwiej ruszyć się od stołu i korzystać z uroków wiosennej pogody. Wybrać się na spacer, pobawić się z dziećmi na świeżym powietrzu, popodziwiać przyrodę. 


piątek, 18 kwietnia 2014

Kobiece kompleksy

Jakie atrybuty powinna mieć kobieta? Długie nogi, wąską talie, krągłe biodra i jędrne piersi...
Wydaje mi się, że dąrzenie do piekna zewnętrznego nie jest tylko czystą próżnością.
Nasze ciało jest "świątynią naszej duszy", w "zdrowym ciele zdrowy duch" itp. powiedzenia mają w sobie sporo racji. Bo jeśli jesteśmy zadowoleni ze swojego wyglądu, dbamy o swoje ciało, zdrowo się odżywiamy, dbamy o higienę i zdrowo się ruszamy, to nasza głowa też powinna być szczęśliwa.  


Powinna... ale stan zadowolenia tak trudno jest nam osiągnąć, bo te wszystkie kompleksy jakie mamy? Krótkie nogi, masywne łydki, miekkie boczki i te czasem niewidzialne wałeczki... Problemy te częściej dotyczą kobiet niż mężczyzn, ale nie chcę nikogo pominąć (gender czuwa :).

piątek, 4 kwietnia 2014

100 Szczęśliwych dni!

Wyzwanie #100happydays pojawił się w internecie już jakiś czas temu. Odkryłam ją na FB, na profilu mojej znajomej i od razu mi się spodobał. Jego ideą jest cieszenie się każdym dniem, poszukiwanie w każdym z nich czegoś co sprawi, że nawet w ten najbardziej szary i ciężki dzień na Twojej twarzy pojawi się uśmiech!
Może to być smakowity posiłek, spotkanie z przyjacielem, udany trening, promień słońca ogrzewający twarz, zakupy, uśmiech - wszystko dzięki czemu Wasza twarz się rozpromienia. Celem jest poprawa jakości życia, znalezienia w nim codziennych radości, ale m oże dzięki niemu Wasi znajomi również odnajdą radość w codziennych sprawach, zainspirujecie ich do czegoś?!
Idea jest prosta, ale jej codzienny wymiar uzmysławia jak dużo jest w ciągu dnia rzeczy, sytuacji, chwil, które tworzą nasze codzienne szczęście!  Polecam, ja czuję się szczęśliwsza!

Więcej szczegółów na żółtej stronie #100HappyDays


Dziś dzień 22. I piękna jeszcze żółta forsycja mijana podczas przebieżki po pracy.


poniedziałek, 31 marca 2014

Marcowe przyjemności

W marcu biegłam całym sercem witając wiosnę. Poszukując początkowo nieśmiałych, a później już niezaprzeczalnych jej sygnałów. Pierwszych kwiatów delikatnie pachnących i pierwszych brzęczących owadów...

niedziela, 30 marca 2014

Kibicowanie

Wielka impreza uliczna z drugiej strony...
W tym roku półmaraton w Warszawie minął mi bezboleśnie, ale tylko dlatego, że w nim nie wystartowałam... 
Wstałam przed 9 (a nie o 6), zjadłam niedzielne śniadanie (a nie bułkę z miodem), wypiłam kawę i wskoczyłam na rower, żeby łatwo dojechać na trasę biegu.
Dojechałam w okolice palmy (17 km), a tam pędzili już bardzo skoncentrowani zawodnicy biegnący w ścisłej czołówce. Wydawało mi się, że ich skupienie było wprost "mistyczne", a osiągane prędkości zawrotne... Tu czuć było prawdziwe zawodowstwo!

Szybko pojedyncze osoby zaczęły zbijać się w coraz większe grupy i pojawiły się pierwsze baloniki. A mi oczy zwilżyły się od przypływu wspomnień zeszłorocznych emocji z mojego pierwszego półmaratonu!
Bardzo zazdrościłam tym walczącym. Ale była to motywująca zazdrość! Stałam i biłam im brawo. Czułam w powietrzu pozytywne emocje i wewnętrzną walkę! 
Pierwsze grupy wyglądały dość "świeżo"! Widać było w nich biegową siłę i doświadczenie.


piątek, 28 marca 2014

Ścieżki dla biegaczy

Wiosna już przyszła, a na ulicach i ścieżkach rowerowych zaroiło się od przechodniów i rowerzystów.
Cieszę się z wiosny, ale egoistycznie wzdycham za zimowa aurą, kiedy przechodnie śpiesznym krokiem przemykali przez chodnik, a pojawiający się nieliczni rowerzyści nie wyskakiwali nagle zza rogu.


niedziela, 23 marca 2014

Wiosenne rowerowe wycieczki

W tym roku z wielkim entuzjazmem wskoczyłam na rower. 
Na początku przemierzając miasto w słoneczne, aczkolwiek jeszcze dość chłodne zimowe dni! Zaglądałam do już pełnych spacerowiczów parków, lawirując między młodymi rowerzystami, mami w wózkach.

W zeszłym roku rower porzuciłam na rzecz biegania, byłam tak skoncentrowana na przygotowaniach do maratonu, że zapomniałam o radości jaką daje przejażdzka na dwóch kółkach! W tym roku postanowiłam, że będzie inaczej. Planuję przynajmniej 2 wypady rowerowe w 2014 (Borholm w czerwcu i może mazury/góry/ bory tucholskie na koniec sierpnia lun na początku października - wrzesień pełna koncentracja przed maratonem!), wspaniale też byłoby zrealizować marzenie dwudniowej wyprawy po Kampinosie (może jakiś letni weekend pozwoli na takie szaleństwo). 
Sezon letni jest za krótki, dlatego rowerową formę trzeba budować już teraz, a skoro pogoda sprzyja, nie ma co tracić czasu!

Lasek Bielański

piątek, 21 marca 2014

Wiosenne zakochanie...

Wiosna czas rozkwitu miłości i optymizmu...
Dużo łatwiej spotkać na ulicy uśmiechnięte osoby, ubrane bardziej kolorowo, bujające w obłokach. Na ulicach wielkich miast oraz małych miasteczek młodzież spaceruje trzymając się za ręce, trzymają garście świeżych tulipanów czy słonecznych żonkili.


Jakże chciałabym mieć znów 20 lat i beztrosko spacerować po parku w ciągu dnia...
Teraz obowiązki dnia codziennego, praca, związek, sprawiają, że moje życie jest bardziej poważne, mniej zawariowane, spontaniczne. Czy to, że mam kilka lat więcej już uniemożliwia mi zwariowane zakochanie?
Wiosna to najlepszy czas aby to zmienić! 

sobota, 8 marca 2014

Leniwą sobotę

Pogoda w weekend ostatnio nas rozpieszcza.
To prawda byłoby przyjemniej jakby było z 10 stopni więcej, a słońce cały czas łechtało nas swoimi promieniami. Ale i tak jest przyjemnie. Można spokojnie spędzić czas na świeżym powietrzu ciesząc się przedwiosennymi sygnałami. Dziś inauguracja sezonu rowerowego, na razie rowerem miejskim. Jestem wielką fanką systemu veturilo w Warszawie, mimo, że mam również własny rower. To prawda nie jest tak wygodny jak mój własny, ciężej rozpędzić się na nim do dużych prędkości, ale do poruszania się w mieście jest idealny! Biorę go ze stacji i odstawiam przy kolejnej. Nie muszę się martwić, że ktoś mi ukradnie rower, bądź jego część. Mogę pobrać rower z innej stacji , nawet tej oddalonej od ostatniej o dowolny dystans. Z roweru miejskiego korzystałam zwiedzając Paryż i byłam zachwycona,  jestem pewna, że w każdym mieście taki sposób zwiedzania sprawdza się doskonale! W metrze pod ziemią za dużo nie widać i idzie się tylko do "przewodnikowych" atrakcji... Co prawda w Warszawie jest tylko 173 stacje, a Paryżu ponad 1800... ale wszystko przed nami :).

Dzisiejsza wycieczka zaowocowała spotkaniem z kolejnymi wiosennymi kwiatami  (idealnymi na dzień kobiet)...


poniedziałek, 3 marca 2014

Umiar - Regeneracja ciała i ducha

Treningi dają sporo radości. Ilość endorfin, aż kipi w nas i czujemy się Panami świata :).
Czasem jest tak, że nasze osobiste ambicje są bardzo wysokie. Portale biegowe/treningowe zachęcają do aktywności i determinacji. "Ile dziś biegałeś?", "Nie da się lepiej rozpocząć dnia! Kto biega dzisiaj rano?", " Samo się w końcu nie zrobi ... Działamy"


Jednak w tym całym kołowrotku osobistych ambicji, motywacji oraz obowiązków dnia codziennego należy znaleźć ten magiczny umiar... balans między aktywnością fizyczną i zdrowym ciałem. Jak to uzyskać żeby czerpać radość z wykonywanej aktywności pełną piersią, a nie czuć tylko zmęczenia, nie przemęczać organizmu. Czasem zbyt wysokie ambicje sprawiają, że zdrowa aktywność zaczyna być niezdrowa - gwałtownie chudniemy, mamy złe wyniki badań, przytrafiają się nam kontuzje. A co najgorsze może to oznaczać nie dzień lub dwa bez treningu, ale nawet kilka tygodni. Warto więc szukać umiaru, słuchać ciała kiedy cicho szepcze, a nie przeraźliwie krzyczy.

piątek, 28 lutego 2014

Lutowe przyjemności

W lutym biegłam po radość z promieni zimowego słońca, które już na dobre rozgościło się w popołudniowej ramówce. Wystawiałam do niego twarz, łapczywie chłonąc jego ciepło. Nic tak nie poprawia humoru i nie nastraja tak pozytywnie jak kilka godzin ze słońcem każdego dnia. A kiedy jest go więcej, i więcej nie sposób się nie cieszyć! Ach czemu musimy czekać aż do marca na zmiana czasu, z zimowego na letni...

W lutym biegłam obserwując kurczący się śnieg, zbijający się w większe kupki, niepokornie walczący z coraz wyższą temperaturą. Obserwowałam też lód na rzece, który rozpadał się jak tafla zbitego lustra, na setki fragmentów. Tworząc malownicze kompozycje na rzece, która zaborczo wkraczała na okoliczne łąki i pola.


W lutym biegnę za miasto, poszukując przyjemności na łonie natury: prędkości na stromym, zaśnieżonym stoku, spokoju ośnieżonych gór oglądanych ze szczytu, wiatru szumiącego wśród drzew...


W lutym biegłam po Barcelonie, rozpoczynając tym samym tegoroczne podróże. Przebiegłam i przeszłam tam kilkadziesiąt kilometrów, podziwiając pełne odwołań do natury dzieła Gaudiego, wąskie uliczki chroniące Katalończyków przed wścibskim słońcem, nowoczesną formę sztuki ulicy oraz zajadałam się świeżymi owocami, lokalnymi tapasami i owocami prosto z morza...


W lutym biegłam walcząc ze sobą. Głowa pragnęła bardzo, a ciało nie miało już siły słuchać. W lutym biegałam po umiar...