niedziela, 29 czerwca 2014

Weekend zawodów!

Zawody są super. Mobilizują nas bardziej niż standardowy trening, nawet taki w którym biega nam się super, w którym motywacja jest największa.



Ale zawsze jest tak, że przed ważnymi zawodami denerwuje się strasznie i w ostatniej chwili chce zrezygnować. Bo jakoś tak nie chce się biec, że brzuch boli, że pogoda.... złej baletnicy i rąbek od spódnicy!

Tym razem nie było inaczej.
Na Nocnego Marka zapisałam się już jakiś czas temu, planując w ten sposób sprawdzić swoją formę pod kątem tegorocznych zawodów.
Na Bieg Kobiet zapisałam się mobilizując do startu koleżanki z pracy, znajome... Założenie miało być takie, że będę obok, żeby wspierać przy pierwszym starcie. Niestety nie wyszło. Udało mi się w konsekwensji zmobilizować jedną osobę, która zmobilizowała kolejną i kolejną... planując marszobiegi i tak zostałam sama w tłumie kobiet!

W Nocnym Marku było zaskakująco. Biegło mi się całkiem nieźle i z niedowierzaniem wciąż wspominam, że na żadnym z tych ostrych zakrętów nie spotkałam się twarzą w twarz z którąś z licznych kałuż! Padający deszcz zmieniał swoją intensywność co kilka minut, kałuże napełniały się coraz bardziej, a grząski grunt rozmiękał z każdą chwilą :). Miejscami trzeba było zwolnić, żeby nie stracić gruntu pod nogami :) Ale było świetnie. To było trochę jak cross i to jeszcze późnym wieczorem.
Udało mi się wywalczyć życiówkę 51:30, która w tak ciężkich warunkach cieszy podwójnie! I pozwala optymistycznie myśleć o startowej przyszłości :).

pierwsze krople deszczu przed startem

Do domu wróciłam z zabłoconymi nogami, w przemoczonych do ostatniej nitki ciuchach, zawinięta w koc i z wielkim uśmiechem na twarzy!

Kolejnego dnia - Bieg Kobiet - Samsung Irena Women’s Run 2014. Po porannej burzy, wzeszło słońce, które nie chciało się ukryć za żadną chmurką i już po krótkiej rozgrzewce byłam zlana potem :). 
Moje zmotywowane biegaczki też w pełnym składzie stawiły się na linii startu. Taki debiut w zawodach to niepowtarzalne uczucie :) zazdrościłam im bardzo!
Sama pobiegłam dość dobrze, ale nie miałam tej mocy jak poprzedniego dnia. Mimo, że trasa była fajna górka i z górki :) to mimo wszystko nie były to warunki do ścigania, szczególnie w na bardzo wąskim początku. Bieg skończyłam z czasem 25:59 - w oficjalnej piątce to moja życiówka! (Do tej pory brałam 2 razy udział w biegu na 5 km, dość dawno temu. Muszę to powtórzyć! Bo piątki są fajne, od razu trzeba dawać z siebie wszystko i ciągnąć do końca!)


Za linią mety było bardzo radośnie, moje biegaczki zrobiły swoje życiówki i już planują kolejny start w Biegu na piątkę!!! Ja też już planuje, regenerując się na kanapie przed jutrzejszym zaległym długim wybieganiem ;).




4 komentarze:

  1. Ale piękne wyniki uzyskałaś! Gratuluję! : )))

    Muszę się kiedyś zapisać na jakiś nocny bieg, bo jeszcze nigdy nie biegłam, a zawsze na treningach fajne czasy uzyskuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Faktycznie szkoda, że wieczorem jest tak mało biegów, a w sezonie letnim powinno być ich zdecydowanie więcej :)

      Usuń
  2. Piękne czasy! Gratuluję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń